wtorek, 26 lutego 2013

*rozdział I*



A więc : koszula przypalona, na szczęście ja wyrwana z zamyślenia. Ulubiona koszula..
- Co tak śmierdzi ?
- O ! Wróciłeś już. Nic takiego słońce. Jak było na uczelni ?
- Dobrze. Dostałem zaproszenie na imprezę urodzinową w sobotę. Ty też jesteś zaproszona.
- Cudownie ! Musimy pojechać do Candy Center po jakąś sukienkę.
- Przecież w Twojej szafie jest ich pełno..
- Dobrze wiesz, że żadna z nich nie jest odpowiednia !
- Tak, tak. W takim razie szykuj się. Pojadę zostawić tylko pracę i wybierzemy się po sukienkę.
- Dziękuję ! Wiesz, że Cię kocham ?
- Nie bardziej niż ja Ciebie.
Mówiąc to wyszedł zostawiając mnie w garderobie, razem z tą beznadziejną koszulą. Przynajmniej nie muszę kupować nowej szmaty do podłogi..
 
Wyszłam z garderoby. Nie mogłam w niej wytrzymać. Ugh. Trzeba będzie ją wyremontować.

Mam pewnie pół godziny. Szybkim ruchem złapałam za pilota i włączyłam telewizor. Pierwszy kanał, nic, drugi nic, trzeci nic. Zostawiłam MTV. No proszę. One Direction. Idealni chłopcy, którzy wygrali swoją sławę, jak los na loterii. Szkoda, że ja nie mam takiego szczęścia..

Błąkając się po domu szukam swojego miejsca. Pewnie mój ukochany zaraz wróci i mnie uratuje. Spojrzałam na zegarek. Świetnie. Minęło dopiero 7 minut.
Ten czas nie mija. Zatrzymał się w miejscu. Jak ja myślami. Mój wzrok spoczywał teraz na ekranie telewizora. W uszach słyszę poprzednią piosenkę. "One way or another i wanna see ya.." Wszystkie wspomnienia, młodzieńcza miłość. Wszystko wraca.

*4 lata wcześniej*
- Hej ! Liz ! Dzisiaj u Ciebie ?
- Tak, rodzice wychodzą ! Zapraszam o ósmej !
- Będę na czas ! Jak zawsze !
- Kocham Cię !

Tak bardzo mi go brakuje. Nie. Nie mogę. Teraz mam Mike'a. Jego kocham. On to przeszłość. Głupia przeszłość. Muszę zapomnieć, muszę. Zrobię sobie coś mocniejszego do picia. Pomoże.

Sięgnęłam do barku. Wyjęłam whisky. Nalałam 3/4 szklanki. Przecież nic się nie stanie jak trochę wypiję. Dzwonek do drzwi. Kto go wymyślił ? Beznadzieja. Zaraz pęknie mi łeb.
- No już, już !
Oho. Mój piękny przyjechał do domu.
- Czemu tak długo dzwoniłeś ? Przecież się nie rozdwoję..
- No przepraszam. Chciałem się dostać do domu.
- Od tego są klucze.
- Co się stało ?
- A czy coś musi się stać ?
- Piłaś. Znowu. Liz.. Prosiłem Cię..
- Daj mi spokój. Zadbaj o siebie.
Przyszedł z pretensjami. Idiota..

Weszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i wyjęłam z pod niego stary album. To chyba nie jest dobry pomysł, żebym go otwierała..

Jednak ciekawość daje za wygraną..
A w szczególności ciekawość swojego życia.

  







Cały czas szukam inspiracji. Jak na razie idzie powoli, ale zapewniam Was, że dopiero się rozkręcam. W mojej głowie jest pełno myśli, tylko trzeba je ładnie i ciekawie ubrać w słowa ;)
Miłego czytania
P.S. Jeżeli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach, podawajcie w komentarzu gg, facebook'a, twittera, tumblra czy nawet numer telefonu.

xoxo
Lizz.

1 komentarz: